Imprezownie w Zadupiewie Górnym, czyli gdzie sie bawić Stary Browar centrum rozrywki w Słodowni Esculap Klub przyczyniający sie rozkwitowi kultury klubowej w Polsce W starym kinie mój jeden z ulubionych klubów w Puznaniu Mezzoforte ul.Piekary5
Linki na codzień Grono wielka gronowa rodzina! Kino kino kino Co takie dziewczynki ja ja lubią najbardziej?KINO Radio3 co tu dużo gadać- moje ulubione radio Moje miasto bardzo fajny portal o mieście w którym jestem zmuszona żyć
Materiały do tworzenia bloga, szablony i inne Malowany blog artystyczne, dopracowane, dla każdego coś się znajdzie. Szablony arakai masa świetnych rzeczy na bloga Strona Madzi Strona dla wszystkich początkujących blogowiczów
inne blogusie blog Angrenereg ciemnia Lechitki blog ciekawy Blog kumpeli zakodowany hasłem ^__^ nie znasz nie wejdziesz Blog Eovin autorka Ramzy i Syna Kryształu prowadzi bloga bardzo miłego ^__^
Nowy rok, pora na zmiany. Od tego roku będę czytać nie dwie, a trzy książki w tygodniu.
Brak ciepła i słońca daje się we znaki mojej skórze, kolejny raz wyglądam jak truposz. Karnacja -1, nawet nie 0. Ale nie pójdę na solarium i nie wolno się mi opalać, to mi szkodzi.
W tym tygodniu robię sobię powtórkę z rozrywki. Ostatni raz czytałam wiedźmina mając nascie lat. Teraz sobie z przyjemnością odświeżam wspomnienia.
W Tv leci Zmierzch. Boże, czemu pilot leży tak daleko?
Wczoraj odwiedzili mnie kumple, spędziliśmy razem zabawny, miły wieczór. Zakropiony winem i wspominkami z dawnych czasów młodości, gdy jeszcze do szkoły chodziliśmy. Za dwa lata to będzie 10 lat od egzaminu dojrzałości. Jak ten czas leci. A wspomnienia nadal tak kolorowe i żywe.
Dwa tygodnie temu, ku ogólnemu zadowoleniu bliskich...zwolniłam się z miejsca, w którym dotychczas pracowałam. Szukam czegoś nowego, kolejna zmiana. Każdego dnia uspokajam chochlika w głowie, który podpowiada, by wyciągnąć z szafy plecak i uciec zwiedzać świat. Porwać elfa i zrobić coś totalnie szalonego. Któregoś dnia się zdecyduję. Tylko trochę więcej odwagi.
Pozytywnie patrzeć na swoje życie. Kochać i być kochanym. Znajdywać radość w szczegółach. Kilka sloganów, do których warto się dostosować :) TO NA PRAWDĘ DZIAŁA.
A teraz mniej przyjemne sprawy. Pół roku temu miałam wypadek dentystyczny. Od tego czasu na prawdę boję się iść do stomatologa. Taki przypadek jak mój trafia się raz na milion. Wszystko wskazuje na to, że zbliża się niechciana wizyta i szczerze boje się powtórki z rozrywki. Ale przecież nie chcę mieć brzydkich zębów :) Szkoda by było, tym bardziej że każdy stomatolog mówi że mam ładne kły ^,..,^
Elf...4 lata. Jest taki niezwykły w swojej normalności. W Nowy Rok zrobił coś pięknego, wzruszył mnie jak nikt wcześniej, było cudownie. Dziękuję Ci, kochany! Moja endorfino. :)
Jasne, że nie wiem, co będzie jutro, ale przypuszczam że wstanę pójdę do pracy, wrócę do domu, pójdę spać, nawet jeśli w pracy bedzie źle to to też jest nudne. Wyjadę z Polski, pojadę na drugi koniec świata i też będzie nudno. Zadaje sobie pytanie czy jest coś co mnie podnieca? Wiadomo, kocham sztukę, lubię słuchać muzyki czy gapić się na piękne obrazy, czytać poezję, ale to są takie delikatne tylko degustacje, które może nie są nudne, ale mało wnoszą. Pewne jest, że któregoś dnia wszystko co znam i kocham umrze, razem ze mną i wcześniej też. Moje życie jest oczekiwaniem na śmierć. Każdy dzień zbliża mnie do tej daty. Nie czuję się jak nadczłowiek, jak ktoś, kto mógłby zostać władcą ludzkich umysłów. Wielkim filozofem czy pisarzem. Nic nie wniosę sobą do świata. Umre i po 10 latach od mojej śmierci ludzie totalnie zapomną że żyłam. Ba, zapominają o tym że żyję, jak jeszcze żywa jestem. Nie umiem i nie lubię tworzyć relacji między sobą a światem zewnętrznym. Nie jestem z tym pogodzona. Chciałabym by coś mnie fascynowało, póki co większość aspektów życia po prostu nuży i męczy. Jak żyć, by nie być już za życia chodzącym trupem?
Mam gdzie mieszkać, jestem obdarzana czułością, uśmiechami, miłością. Ale tylko parenaście minut w ciągu dnia, kiedy mogę przycupnąć w cieple dawanej mi miłości i ogrzać garbatą, smutną dusze. Nie jestem osobą nieszczęśliwą, ale zagubioną na pewno. Utknęłam na małej stacji w środku pola, a inni pędzą swoimi pociągami.
Mój przyjaciel mawia, że nie nalezy szukać logiki, sensu, tam gdzie jej nie ma, gdzie istnieje tylko trwanie. Żyć i nie przejmować się tym, na co nie mam wpływu. Uśmiecham się, bo w mojej duszy jest totalny spokój. Tylko czemu jest tak NUDNO?
Tak oto nastaje kolejna jesień w moim życiu. Pierwszy raz nie muszę iść do szkoły. Bosko!
Żal tylko lata. Znowu będzie zimno, mokro i brzydko. A nadal nie możemy się zdecydować na samochód. Nic nie ma na rynku ciekawego. Biedny elf codziennie drepta do pracy kilka kilometrów...Ech.
W czwartek idę zaklepać termin ślubu. Dzwinie się z tym faktem czuję. Pożyjemy zobaczymy. Ślub za 9 miesięcy...
Tydzień wolnego. Siedzę w domu, przestawiam meble (2 szafki, fotele, stół), czytam stare książki, słucham płyt, których dawno nie słuchałam, mam ochotę pooglądać stare, dobre filmy. Przed nosem leży "Zakochany Szekspir" i "Mikrokosmos". Wiolonczela, bas, rpgi, przyjaciele i znajomi. Doba zbyt krótka by na wszystko co lubię znaleźć czas. Nie ma to, jak nie móc narzekać na nudę. Cały czas szukam ciekawej pracy, znudzona całym stadem głupich i mało wartościowych ofert pseudozatrudnienia. Tak czy siak, zawsze pozostaje mc' donald.
Trzeba było nie studiować, tylko pracować i rozwijać swoje pasje. Chociaż przez te 8 lat poznałam wiele ciekawych osób i bardzo dużo dowiedziałam się o swojej głowie. Niektóre znajomości nie przetrwały, inne się zmieniły na lepsze, jeszcze inne na gorsze. Należy to skomentować hasłem: wszystko płynie. W moim istnieniu nie ma stagnacji. Nie ma nic constans. Nie ma czasu na nudę. Życie bez większych problemów, pozytywne, pluszowe, czyste i wesołe. Czyli w pewnym sensie nie mam zupełnie na co narzekać :) a tak lubię pomarudzić jak to jest źle. Echhhhh.
Do ślubu pozostało jeszcze 10 miesięcy. Hehehe, rozmiar 36 potrzebny od zaraz- sukienkę trzeba kupić :) Zastanawiam się jak najlepiej się odchudzać. Wiadomo, ani dunkany ani inne wynalazki nie pomagają na dłuższą mete. Codziennie staram się przez godzinę uprawiać sport. Rzuciłam definitywnie niezdrowe przyzwyczajenia. Alkohol, popalanie fajek i niedosypianie po nocach. :) Skóra jest ładniejsza :) ale nie chudnę. Powoli jem coraz mniej i mniej. Ograniczam tłuszcze i cukry. Unikam czekolady (kocham czekoladę!). Ale nic to nie daje- prócz tego, że jestem okazem zdrowia :P Lekarz mnie pociesza, że zacznę chudnąć, że organizm się przyzwyczai i sam dobierze odpowiednią wage ciała, tylko mam się trzymać zasad. Czy jeśli nie schudnę mogę pozwać lekarza do sądu? :D
Naszą przygodę zaczynamy od dnia próbnego. Bawimy się i zapoznajemy. Póki co nie wprowadzam zabaw ani piosenek, bo Maluch za bardzo się stresuje nową i niezbyt dla niego miłą sytuacją. Tulimy się dużo, buziakujemy i przyzwyczajamy się do siebie.
W serwisie niania.pl znalazłam artykuł na temat zabaw z 2latkiem:
"Rozwijające gry dwuletniego szkraba
Teatrzyk niesfornych pacynek
Do wykonania pacynek
przydadzą się np. skrawki materiałów, kolorowe skarpetki, sznureczki,
ewentualnie gumki recepturki i spinki do włosów. Możecie zrobić pacynki
wykorzystując to co macie akurat pod ręką np. wypchajcie różnobarwną
skarpetkę kawałkami materiału i zwiąż ją gumką. Później spinkami do
włosów przyczep do skarpetki kolorowe tasiemki. Ma być kolorowo i
fantazyjnie. Wszystkie pomysły dozwolone. Jeżeli pacynki są już gotowe,
najwyższy czas, aby zająć się sceną, którą może być np. krzesło, lub
podłoga. Przedstawienia mogą być improwizowane. Tematyka przedstawienia
może być dowolna, a historie wymyślane na poczekaniu.
Zabawa przede wszystkim ćwiczy kreatywność i rozwija wyobraźnię.
Domowa plastyka
Bardzo sympatyczna i
prosta zabawa. Potrzebna jest forma do ciasta i trochę kaszki
kukurydzianej. Rozsypujesz kaszę w formie i razem z dzieckiem rysujecie
palcami po formie. Mogą wam wyjść esy-floresy, a jeżeli rysunek się
znudzi wystarczy wstrząsnąć formą i rozpocząć grę od początku.
Dziecko ćwiczy koncentracje, wyobraźnię, oraz poznaje inne formy twórczości plastycznej.
Zabawa w kolory
Do tej gry przyda
się duże pudełko i dużo kolorowych zabawek. Prosisz malucha, żeby
wrzucił do pudełka zabawkę w odpowiednim kolorze. Jeżeli mu się uda
nagradzasz trud i zaangażowanie malca dużymi brawami. W przypadku, gdy
pomyli kolory mówisz coś w stylu: „Ta zabaweczka jest czerwona jak
truskaweczka, a miała być zielona jak trawa.”
Zabawa ćwiczy koncentracje, uczy kolorów oraz sprawia, że dziecko z większą uwagą przygląda się otoczeniu.
Karuzela dla misia i lalek
Gra została polecana
przez mamę dwuletniej Zuzi. Rodzic kręci rozłożoną parasolką (czubek
parasolki znajduje się na podłodze), śpiewając piosenkę o karuzeli, a
maluch wrzuca do środka zabawki, wcześniej sprawdzając, czy mają bilet.
Śmiechu jest co niemiara.
Warzywne inspiracje
Jeżeli lubicie się
bawić w kuchni lub w ogrodzie ta gra na pewno wam się spodoba.
Potrzebujecie różnych warzyw wcześniej pokrojonych w plasterki np.
pomidory, ogórki, papryka, marchew. Układacie różne figury geometryczne
lub inne obrazki przy pomocy warzyw np. uśmiechniętą buźkę, czy domek."
To tylko inspiracje, ale przepróbujemy z Małym wszystko co możliwę. Na razie chcę go nauczyć części ciała, lewa/prawa i siusiania.
Walczymy z zasypianiem, ale to się da wyprostować. Chyba :)
skomentuj (0)
07-07 znowu miałam dziwne sny z pogranicza fantasy, koszmaru i realnych osób z życia codziennego. Po wczorajszym zabiegu stomatologicznym nie wróciło czucie po znieczuleniu, wrażenie jest co najmniej dziwne. Przyszła mi do głowy myśl, czy aby sobie nie przekuć języka, skoro i tak go nie czuje, to przynajmniej będę czuła obecność metalu. 0 smaku, mogę sobie odgryźć narząd języka jakbym chciała. Na szczęście mogę normalnie mówić, tylko język mi trochę w jedną stronę ucieka. Mówią, że to mija, do pół roku. Czy wytrzymam pół roku z kołkiem w gębie? Trudno powiedzieć. Jakie to dziwne. Jak człowieka boli, to narzeka i chce żeby przestało. A w drugą stronę? Jak się nic nie czuje i nie ma się władzy nad swoim ciałem??? To jest równie niemiłe uczucie.
Z gorszych wiadomości. Dzisiaj rano zmarł mój wujek. Długo walczył z ciężką chorobą, niestety dzisiaj przegrał. Śmierć w rodzinie to nic miłego. A z drugiej strony, okazja do spotkania się w większym gronie. Pewnie pojadę na pogrzeb. W końcu nie mam nic do roboty.
A propo wolności. Zasadniczo została mi jeszcze tylko obrona mgr-a i koniec edukacji. Nie bardzo wiem, co chciałabym teraz z sobą zrobić. To znaczy może inaczej. Wiem co bym chciała, ale to nie jest realne i możliwe w obecnej sytuacji do zrealizowania, więc muszę sobie odpowiedzieć na pytanie co powinnam zrobić? 1. Pójść do pracy 2. Zalegalizować związek 3. Pojechać w jakieś ładne miejsce.
To już rok+ jak mieszkamy razem z Elfem. W nowym mieszkaniu jest miło, przytulnie i ciepło. Jest pare rzeczy do zrobienia, ale to czysta estetyka, tak w gruncie rzeczy. Bardzo się cieszę, że się na tą kawalerkę zdecydowaliśmy. Za każdym razem gdy do niej wchodzę jest mi jakoś tak lekko na sercu i radośnie. Pominąwszy oczywistość pt.: " Z elfem sam na sam" Wspólnie gotujemy, chodzimy po zakupy, oglądamy tv, a nawet czytamy książki. Mimo, że żyjemy normalnie i zupełnie zwyczajnie, to jest bosko. Uwielbiam Elfa. Jego zalety i każdą z wad. Jego wyglad. Szczupłość jego ramion, czerń włosów i złoto oczu. Uśmiech. Rzęsy. Usta. Głos. Kocham każdy centymetr jego cieplejszej niż moja skóry. Co tu dużo mówić. 3 lata na karku, a ja wciąż zakochana jak młoda dzierlatka. Hehhh
Mimo, że powinnam dawno już spać, to siedzę w fotelu i grzebie w necie. Elf kręci się niespokojnie przez sen. Brakuje mi przytulanki :P
Kończę powoli studia. Miało być pod górke, a wyszło z górki.
3:00 pora iść się przytulić do Elfa :)
Taki bezproduktywny ten dzisiejszy wpis, a zastanawiam się nad liftingiem strony i nad nową tematyką. Ale to zaśśś :) Najpierw ukończę studia, a w tym roku jeszcze mnie trochę czeka "przyjemności". Obrona magisterki, obrona licencjatu, egzamin na doktorat, poszukiwanie pracy. A przecież w przyszłym roku ślub. I za to też się trzeba powoli zabierać...Nie ograniam. Za dużo się ostatnio dzieje. Zbyt wiele, by móc o tym sensownie, całościowo napisać na blogu.
Redefiniuje baze danych odnośnie znajomych. Pora wyczyścić niepotrzebne rekordy. Tylko tak trudno się czasem pożegnać z przeszłością. Nie wiem czasem, co o tym wszystkim myśleć. Znowu kończy się jakiś etap w moim życiu.
Prawie od roku nie mieszkam już z Rodzicami. Z Elfem to już 3 lata mijają. A niedługo ślub, zakładanie rodziny i inne ciężkie wyzwania w życiu każdego dorastającego dorosłego. Tak. Mam pierwsze zmarszczki. Tak. Chodzę spać o 22 i wstaje o 7 rano. A kiedy nastaje taka noc jak dzisiaj, o 3 uruchamiam blog.pl i zapisuję co mi synapsy w mózgu na myśl przyniosą. Ciężko to wszystko ogarnąć całościowo. Zobaczymy co przyniesie nowy dzień...
Cukier 6,60...łał...Pokolenie 1300brutto, echhh. Wcinając pączka o 23 zastanawiam się, co będzie się jutro działo. W końcu muszę uczestniczyć w warsztatach gps. Wesoło.
3 fakultety na karku. I będę pracować w sklepie dla biedaków. :) Wykładać chemie.
Oficjalnie zima zaczyna się 22 grudnia, ale jak widać Matka Natura ma w nosie ludzikowe ustalenia i zima szaleje od samego początku grudnia.
Globalne ocieplenie dla Polski oznacza coraz dłuższe i coraz gorsze zimy. Hmmm hmmm. Lepić bałwanki, wyciągać sanki i korzystać :)
Co tam -20 stopni, co tam wiatr...Od tygodnia chodzę do klubu fitness. Z deczka jestem połamana, ale za to mam przedni humor, dobry na taką paskudną pogodę. Mam lepsze ciśnienie krwi i jest mi lepiej. Tylko że nie wiedziałam że w plecach mam tyle mięśni :) BOOOLI!
Już niedługo przerwa świąteczna, którą spędzę na nauce. I tak do samego końca stycznia. no i muszę napisać magisterkę w końcu, a nie się z tym grzebie jak z gównem.
Minął już prawie miesiąc edukacji. Bezproduktywnie. Nudno. Szukam sobie jakiś podniet dla mózgu i duszy, bo na Studiach tego już od dawna nie ma. Patrzę na swoich kolegów, studentów. Na pierwszym roku mieli zapał i chęc rozwinięcia skrzydeł. Nastał 3 rok i już nie mamy złudzeń. Dobrych wyładów jak na lekarstwo. Wieczne problemy z zaliczeniami i planem. Dziwaczne ćwiczenia do robienia na laborkach, które de facto niczego nas nie uczą. I co robić? Staram się dbać o swój mózg i samopoczucie sama. Ale codziennie pojawia się w mojej głowie mimochodem pytanie- czy jest sens marnowania czasu na studiach? Czy młodość nie upływa mi w towarzystwie eee naukowców, którzy NIC nie wiedzą o życiu. Ludzie z wyższym wykształceniem to powinna być elita. Organ opiniotwórczy. Najbardziej intelektualnie wartościowa grupa w Państwie. A w tym kraju o takich ludzi się nie dba. Nie zabiega się też o to, by Ci najzdolniejsi chcieli w Polsce zostać. Patrzę na moich drogich przyjaciół. Wszystko to są bardzo wartościowi ludzie, ciężko pracują i cały czas się kształcą. I za każdym razem gdy się spotykamy rozmawiamy o problemach. Albo brak umowy o prace, albo 1000zeta pensji, albo nieludzki wysiłek i 20/24 praca. Rzeczywistość, brutalna i odarta ze złudzeń. I nie pomogą 3 biegle znane języki, 3 fakultety. W Polsce takie osoby chyba po prostu nie są mile widziane. Utrudniają życie naszym nieudolnym rządzącym. Instytucje rządowe są totalnie wyalienowane z problemów społeczeństwa. Zapytam: Ile osób ma problem z płodnością a ilu w oczy zagląda realna bieda i brak perspektyw? Podwyższanie podatków, brak pracy dla młodych ludzi, wysokie ceny podstawowych produktów. Chleb, nabiał i mięso. Miesięcznie wydaję wszystko na czynsz i podstawowe produkty żywnościowe. Nie kupuję sobie kosmetyków ani ubrań. Bo mnie na to nie stać. Mój Elf skończył studia z bardzo dobrym wynikiem, zna języki i handluje częściami do samochodów. Bo nie mamy znajomości, bo jego Uczelnia stwierdziła, że nie ma pieniędzy ani etatu dla niego ( a prawda jest taka, że zwyczajnie nikomu nie właził w dupe, tylko robił swoje)
Ja za pare miechow będę miała 3 faki na koncie. I wiem, ze będzie mi mega ciężko znaleźć pracę- bo nie jestem fryzjerką ani mechanikiem. Czy chęć edukacji i bycia osobą na jakimś tam poziomie przypłacę przymieraniem głodem? Sama nie wiem. Czeka mnie batalia o pracę. Tego jestem pewna...Czy to normalne żeby człowiek czuł się nikim, bo ma wyższe wykształcenie?
I kolejny rok akademicki rozpoczęty. Sama nie wiem, jaki mam do tego stosunek. Nie odczuwam ani radości, ani ekscytacji. Zwyczajna rutyna. Zajęcia, nauka, prace do napisania. Codzienne dojazdy, a do okoła zakorkowane miasto. To już ostatni rok regularnej edukacji. Tak myślę :). Tego się trzymam i to napawa mą duszę nadzieją na lepsze jutro- bliżej nieokreślone. Nie mogę się doczekać czerwca. Nie mogę nawet sobie wyobrazić tego momentu jak stoje w czarnej todze, w leciutko zakręconych włosach i kremowych szpilkach. Odbieram dyplom, a potem jestem WOLNA. Przez te pare chwil, bo wiadomo, że zaraz potem szuka sie pracy i już nie jest tak różowo, ale przez chwilę człowiek czuje się jak ktoś totalnie wolny :) To są najlepsze chwile w życiu człowieka. Heh. Ale do tego magicznego momentu czeka mnie jeszcze rok ciężkiej roboty. Fuuuuuj! Jak mi się strasznie nie chce...
Elf jest bardzo niedobry, gdy jeździ samochodem i coś idzie nie po jego myśli. Klnie wtedy na wszystko co się rusza, jeździ jak wariat i nie można mu slowa powiedzieć, bo od razu pyskuje.
Jednym słowem Elf wprowadza nerwową atmosferę.
Potem drepcze do domu razem ze mną z miną, jakby miał na drodze grubego, śliniącego sie, krasnoludzkiego chędożnika.
Dzis, po takiej akcji, zaszył się w kuchni na kanapie i wcinął paluszki. Zastałam go w sytuacji buszowania po naszych zapasach. Normalnie zycie z moim elfem jest nienormalne. Stwierdził dzis półżartem półserio, że będziemy mieszkać w tym mieszkaniu w którym obecnie mieszkamy jeszcze kolejnych 10 lat. . . . .
A pierścionek dostane, gdy naprawi samochód.
No tak. Bo honda jest ważniejsza niż nasz związek, niz nasza miłość. Miłość możemy odłożyć do bliżej nieznanego terminu w dalekiej przyszłości. I takie jest właśnie życie przy boku Elfa. Niby żyje chwila, ale poważne sprawy planuje na dalekie, odległe okresy.
Ps. Elf teraz lata po mieszkaniu i szuka telefonu...Bo musi patrzeć która godzina...Bo gra z naszym współlokatorem w pilke nożna, a za 15 minut wychodzimy. Dzisas....